AUSTRALIA
   » AUSTRALIA
      » Formularz kontaktowy
      » Indywidualne konsultacje
      » Nasza opieka
         » Odbiór z lotniska
         » Organizacja przelotu
         » Zakwaterowanie
         » Znalezienie pracy
         » Nie mam pracy, pomóżcie...
      » Darmowi pośrednicy
      » Praca a nauka - możliwości dla studenta
         » Założenie własnej firmy
         » Oferty pracy w Sydney
         » Work&travel niedostępne dla Polaków
      » Praktyczne porady
         » Transport
         » Pozwolenie na pracę
         » Numer podatkowy (TFN)
         » Pomocne kursy zawodowe
         » Telefonia w Australii
         » Tanie zakupy
         » Tanie podróżowanie
      » Szkoły językowe
         » Sydney
         » Perth
         » Melbourne
         » Brisbane / Gold Coast / Cairns
         » Adelaide / Tasmania / Whitsundays
      » Colleges
         » Sydney
         » Perth
         » Melbourne
         » Brisbane/Gold Coast/Cairns
            » Gold Coast Institute of TAFE
      » Uniwersytety
         » IELTS
      » Emigracja
         » Edukacja a emigracja
         » Konsultacje emigracyjne
         » To jest naprawdę możliwe...
      » Praca na farmach (I.R.E)
      » Imprezy promocyjne
         » Rzeszów, 30.03.2004 r.
         » Wrocław, 02-03.06.2004 r.
         » Gdańsk, 12.10.2004 r.
         » Warszawa, 23-24.11.2004 r.
         » Wrocław, 8-9.12.2004 r.
         » Warszawa, 17-19.03.2005 r.
         » Expo 07-09.11.2005 r.
         » Warszawa, 02-04.03.2006 r.
      » Wywiady ze studentami
         » Relacja Szymka
         » Relacja Liliany i Marcina
      » Road Show
   » AUSTRALIA - ON LINE
   » KURSY JĘZYKOWE W UNII EUROPEJSKIEJ
      » Austria
      » Francja
      » Hiszpania
      » Irlandia
      » Niemcy
      » Wielka Brytania
         » Praca, praktyki zawodowe
      » Włochy
      » Malta
      » STUDIA ZA GRANICĄ
         » ANGLIA
         » Istituto Superiore di Design
         » Politechnico di Milano
   » USA
   » KURSY JĘZYKOWE
   » KURSY JĘZYKOWE DLA FIRM
   » Chiny - Teach and Travel
   » NOWA ZELANDIA
      » Galeria zdjęć
   » ROK SZKOLNY ZA GRANICĄ
   » STUDIA ZA GRANICĄ
      » Politechnico di Milano
         » Istituto Superiore di Design
   » DANIA
      » Business Academy Copenhagen North
      » University College Northern Denmark
      » Aarhus School of Business
      » Aarhus University - Institute of Business and Technology
      » Aarhus Business Academy
      » VIA University College
   » THE SCHOLAR SHIP
   » STUDIA W ANGLII
AUSTRALIA - ON LINE
KURSY JĘZYKOWE W UNII EUROPEJSKIEJ
USA
KURSY JĘZYKOWE
KURSY JĘZYKOWE DLA FIRM
Chiny - Teach and Travel
NOWA ZELANDIA
ROK SZKOLNY ZA GRANICĄ
STUDIA ZA GRANICĄ
DANIA
THE SCHOLAR SHIP
STUDIA W ANGLII
Siedziba główna:
ul. Odrzańska 24-29,
50-114 Wrocław
tel (0-71) 346-01-88,
tel/fax (0-71) 343 40 09
biuro@perfect.wroc.pl
australia@perfect.wroc.pl

Oddział:
ul. Żurawia 24/17,
00-515 Warszawa
tel/fax (0-22) 621-67-57
warszawa@perfect.wroc.pl
Strona główna | O nas | Kontakt | Opinie klientów

Uzyskanie wizy stałego pobytu jest naprawdę możliwe - relacja Antoniego z Wrocławia.

Jak to się stało..?

Jak to się stało, że Australia zaczęła być postrzegana przeze mnie jako coś więcej niż tylko nazwa kontynentu i państwa, której znajomością wypadało się wykazać na lekcjach geografii w szkole podstawowej, dokładnie nie pamiętam. Musiało to być jednak dopiero po ukończeniu studiów (1999), kiedy podróże do miejsc najbardziej nawet odległych i egzotycznych nie stanowiły już dla Polaków czegoś absolutnie nieosiągalnego. Wcześniej nie zastanawiałem się nawet nad możliwością wyjazdu poza Europę, głównie z najbardziej prozaicznego powodu, jakim są pieniądze. Będąc świadomym swoich możliwości, a raczej ich braku, Australia funkcjonowała w moich wyobrażeniach jedynie jako pojęcie czysto abstrakcyjne, którego obraz ukształtowany był przez stereotypy, mity, powtarzane przez ludzi o takiej samej znajomości tego kraju, jak moja, czyli żadnej. Pustynia, kraina węży, owcze pastwisko, kangury – synonimy słowa „Australia”, które tkwiły w mojej świadomości, pozwalały na totalne ignorowanie faktu istnienia tego państwa, tym bardziej, że w wiadomościach jakoś niezwykle rzadko mówi się o tym kraju, tak jakby tam nic się nie działo (swoją drogą, w mediach dobry news to zły news, a to daje do myślenia). Po studiach poznałem jednak człowieka, który fascynował się Australią. Powiedział mi, że zamierza wyjechać tam do szkoły językowej, uczyć się potem w college’u i ostatecznie osiedlić się na stałe. „Oszalałeś!” – to była moja odpowiedź. I tak to się chyba zaczęło…

Posądzenie znajomego o postradanie zmysłów nie mogło oczywiście pozostać bez jego odpowiedzi i w rozmowie dowiedziałem się o istnieniu firmy we Wrocławiu, która organizuje naukę w Australii. Nazwa „Perfect” nic mi nie mówiła – wcześniej nie byłem w ogóle zainteresowany kontynuacją nauki angielskiego po ukończeniu obowiązkowych kursów na studiach. Spokój i błogość spoczynku na laurach dyplomu Politechniki Wrocławskiej, który dał mi pracę w wymarzonym zawodzie, zostały jednak zmącone i praktycznie każde spotkanie z tym znajomym musiało obejmować dyskusję o Australii. Wreszcie w 2001 roku postanowiłem przejść się do Perfect’u i zasięgnąć informacji. W zasadzie to byłem zdecydowany na wykupienie kursu i poszedłem z intencją znalezienia czegoś dla siebie. Jeszcze wtedy nie wiedziałem do końca, jakie są warunki stawiane przez instytucje australijskie, ale byłem przekonany, że skoro „nauka i praca” to „no problem”. W siedzibie szkoły dostałem masę materiałów i cennik. Wróciwszy do domu przeanalizowałem zdobyte informacje i dopiero wtedy dotarło do mnie, że nie będzie to dla mnie takie proste. Nauka? Proszę bardzo! Praca - tylko 20 godzin tygodniowo, zarobki pozwalające na godne przeżycie, ale nie więcej. Szkoła płatna z góry (przynajmniej w części). Po dwóch latach pracy moje oszczędności w kontekście wyjazdu edukacyjnego do Australii wyglądały raczej kiepsko. Trochę mnie to wszystko załamało, ponieważ nie mogłem liczyć na żadnego „sponsora”. Zaintrygowała mnie jednak informacja o możliwości zdobycia wizy emigracyjnej, która daje nieporównywalnie większe możliwości niż wiza studencka.

Punktem wyjścia była rządowa strona internetowa departamentu imigracji, gdzie spędziłem wiele godzin na szukaniu informacji o możliwościach emigracji do Australii. Oczywiście zajrzałem też na stronę ambasady Australii w Warszawie. Tam znalazłem zaproszenie na cykliczne spotkania organizowane w ambasadzie, których celem jest przedstawienie warunków, jakie należy spełnić, aby móc ubiegać się o wizę emigracyjną i umożliwienie rozwiania wszelkich wątpliwości odnośnie kwestii formalnych związanych z procesem uzyskania takiej wizy. Pojechałem na takie spotkanie i wróciłem do domu z broszurą „Booklet 6 – General Skilled Migration”. Wszystko wskazywało na to, że mam szanse na uzyskanie wizy w kategorii niezależnej emigracji osób wykwalifikowanych. Z informacji zawartych w broszurce jak i umieszczonych na stronach DIMIA (Department of Immigration and Multicultural and Indigenous Affairs) wynikało, że wszystkie wymagane formularze są tak skonstruowane, że ich wypełnienie nie powinno stanowić żadnego problemu. Skoro tak, to zaczynam zbierać dokumenty.

Na początek język angielski. Wymagany egzamin IELTS zdany przynajmniej na 6 punktów w każdej kategorii (pisanie, słuchanie, czytanie i mówienie). Przyłożyłem się więc do nauki i pod koniec 2002 roku przystąpiłem do egzaminu. Nie wierzyłem, że dam rade. Kompleksy osoby, która nigdy nie musiała wykazać się czynną znajomością języka obcego, skutecznie tłumiły wiarę w siebie. Po dwóch tygodniach oczekiwania wynik: 8.0, 7.5, 7.5, 7.0! Zwaliło mnie to z nóg! Udało się! Posiadając certyfikat mogłem spokojnie zacząć starać się o uznanie kwalifikacji zawodowych.

Odnalazłem w Internecie odpowiednią instytucję zajmującą się oceną kwalifikacji specjalistów z branży IT i po przetłumaczeniu wymaganych dokumentów przez tłumacza przysięgłego oraz uiszczeniu opłaty w wysokości 350 A$, wysłałem je do Sydney. W ciągu miesiąca dostałem odpowiedź – kwalifikacje uznane! Wszystko szło jak po maśle…

Kiedy jednak zabierałem się za wypełnianie wniosków, złośliwość losu sprawiła, że pojawiły się poważne problemy w rodzinie, które zmusiły mnie do przerwania całego procesu. Jak pech, to pech. Problemy jednak udało się rozwiązać, wszystko wróciło do normy, ale czas zrobił swoje i niektóre z dokumentów albo już straciły ważność, albo ich termin ważności był bliski. Zestarzały się nie tylko dokumenty, ale i aplikant. W 2004 roku skończyłem 30 lat, co jest równoznaczne z zabraniem 5 punktów z oceny „przydatności” kandydata na emigranta. Dodatkowo próg punktowy został podniesiony do 120. Chciałem już zrezygnować z marzeń o antypodach, ale przypomniałem sobie, że na stronach Perfect’u znajduje się link „Emigracja”. Tam dowiedziałem się, że w sprawach emigracyjnych można skorzystać z usług zarejestrowanego agenta, który współpracuje z firmą Perfect. Niewiele myśląc wysłałem e-mail z opisem całej sytuacji i z prośbą o dokonanie płatnej, szczegółowej oceny pod kątem szans uzyskania wizy w kategorii Skilled-Independent. Gdy po pewnym czasie otrzymałem odpowiedź, ścierpła mi skóra: brakuje 5 punktów, nie mogę ubiegać się o wizę w tej kategorii. Poddałem się. Jakiś czas później jednak, po przyjściu do pracy i otwarciu skrzynki pocztowej, na liście wiadomości znalazła się informacja od agenta emigracyjnego, w której wyjaśnił, że jednak mam szanse na uzyskanie 120 punktów, ponieważ w moim zawodzie inaczej liczone są punkty za doświadczenie zawodowe. Razem z tą informacją dostałem propozycję rozpoczęcia procesu wizowego za pośrednictwem agenta – koszt 1250 A$ (taki był w moim przypadku, ale uzależniony on jest od złożoności procedury), plus koszty oceny kwalifikacji zawodowych i opłata wymagana przez DIMIA przy składaniu wniosku wizowego. Cała zabawa ze zbieraniem dokumentów rozpoczęła się więc od początku.

Na pierwszy ogień kwalifikacje zawodowe. Tutaj nie miałem wątpliwości, kwalifikacje nie zmalały, więc nie będzie problemu. I faktycznie, dokument uznający moje umiejętności został szybko wydany. Nie obyło się jednak bez niespodzianki. Ponieważ ocena była wykonywana po raz drugi, organizacja dokonująca autoryzacji mojego zawodu obniżyła honorarium z 350 A$ do 100 A$! Tym samym agent obniżył swoje opłaty o 250 A$. Niby oczywiste, a jednak miałem miłe uczucie stosowania zasad fair-play w biznesie, o które tak często trudno jest w naszej rzeczywistości.

Po uznaniu kwalifikacji czekał mnie ponowny egzamin IELTS, ponieważ certyfikat do celów emigracyjnych jest ważny tylko przez rok. Udało się, chociaż z nieco gorszym wynikiem.

Wreszcie pod koniec marca 2005 wniosek wizowy został złożony i pozostawało czekać na decyzję. Nic się nie działo aż do połowy lipca, kiedy to otrzymałem od agenta wiadomość, w której poinformował mnie, że zaniepokojony milczeniem ze strony DIMIA, zadzwonił aby uzyskać informacje o mojej sprawie. Jak się okazało, urząd imigracyjny nie zajął się jeszcze moim wnioskiem. Następnego dnia odebrałem kolejnego mail’a – sprawa ruszyła z miejsca, wreszcie został przydzielony do niej urzędnik. W tym samym mailu otrzymałem wezwanie na badania medyczne razem z częściowo wypełnionymi formularzami oraz adresami uprawnionych lekarzy. Test na HIV i WZW dało się załatwić w ciągu jednego dnia, podobnie RTG i badania okulistyczne. Wizyta u internisty była już czystą formalnością ponieważ potwierdziła jedynie fakt, że nigdy nie miałem szczególnych problemów ze zdrowiem. Na tym zakończyły się wszystkie formalności i rozpoczęło się oczekiwanie na ostateczną odpowiedź. Dostałem ją 17 października 2005: wiza została przyznana! Po prawie czterech latach od zrodzenia się pomysłu wyjazdu do Australii w paszport została wklejona kartka dająca mi prawo stałego pobytu przez następne 5 lat (po dwóch można już ubiegać się o obywatelstwo). Zastanawiałem się jak by to wyglądało, gdybym nie zdecydował się na pomoc agenta imigracyjnego? Pewnie nieszczególnie, ponieważ przepisy zmieniają się nieustannie, a poza tym nie raz byłem zaskoczony jakie informacje umieszczone były w formularzach, które przesyłane były do mnie do podpisu i które ponoć są tak skonstruowane, że każdy da sobie radę. Z pewnością w wielu miejscach wypełniłbym je źle! Poza tym wiem, że nie zdecydowałbym się na wykonanie telefonu w sytuacji, gdy sprawa utknęła gdzieś w urzędzie, który na swoich stronach wyraźnie zaleca aby nie dzwonić, nie poganiać, bo skutkować to będzie tylko opóźnieniem rozpatrzenia wniosku. Jak się okazało, bez interwencji agenta zapewne czekałbym znacznie dłużej. Szczerze: 1250 A$ to niska cena za spokój, zresztą jest ona bardzo konkurencyjna, co łatwo można sprawdzić.

Będąc już posiadaczem wizy dającej mi prawo stałego pobytu bez żadnych ograniczeń, trzeba było zacząć myśleć o wyjeździe. Wszystko zaczęło się od oferty edukacyjnej Perfect’u i tak też się skończy. Zdecydowałem się skorzystać z niej i zacząć życie w nowym miejscu od nauki. Dotychczasowe doświadczenia każą mi być optymistą i wierzę, że jest to dobry pomysł.

Pozdrawiam
Antoni z Wrocławia

Jeśli chcesz wiedzieć więcej napisz do nas
Australia   Unia Europejska   USA   Kursy językowe   Emigracja
PERFECT Przedstawicielstwo szkół zagranicznych | wszelkie prawa zastrzeżone | projekt i wykonanie : Art Graphics